|
Rozwój w australijskim buszu |
|
| Galeria - Eseje Ewy Foley |
|
"Breathconnection" jest działającym od 7 lat przodującym ośrodkiem szkolno-treningowym położonym w bardzo malowniczym miejscu Australii: na granicy dwóch stanów Queensland i New South Wales (Nowa Południowa Walia) w pobliżu mistycznej góry Mt. Warning uważanej przez aborygenów za "miejsce mocy". Ośrodek szkoli trenerów z dziedziny i tu cytat: z ulotki: "podstawowego ludzkiego rozwoju" (essential human development) i uzdrawiania. Zalożycielką i dyrektorem tego 50-akrowego ośrodka jest nauczycielka duchowa Nemi Nath. Nemi jest doświadczonym międzynarodowym trenerem z długoletnim stażem, nauczycielem Jogi. Przez wiele lat studiowała Rebirthing i Transpersonal Psychodynamics z Ararah Bhakti. Uczyła się też u Stanisława Groff’a i Leonarda Orra. Nemi ma niezwykle poczucie prawdy i wspaniałą zdolność wpływania na zmianę jej uczniów u samego sedna sprawy. Mówi o sobie, że jest odkrywcą świadomości i pionierem pracy transformacyjnej. Po raz pierwszy spotkałam Nemi kiedy przyjechała do Polski w 1995 roku na międzynarodową konferencję GLOBAL INSPIRATION. Ma bardzo silną osobowość i po prostu czuje się jej obecność nawet w tłumie ludzi. Zafascynowana jej prezentacją na konferencji poprosiłam, aby została przez kilka dni w Warszawie i nauczyła kilku chętnych opracowanego przez nią systemu spiralnego równoważenia aury coraz bardziej popularnego na świecie "Spiral Aura Balance". Jest to bardzo łagodny przeprowadzany w głębokim relaksie proces pozwalający na przekroczenie ograniczeń i bloków. Bardzo często klient doświadcza głębokiego wglądu w swoją sytuację i zmienia podejście do problemu. Zaprosiłam Nemi na następny rok do przeprowadzenia w Polskim Centrum Rebirthingu w Silnej Nowej swojego autorskiego tygodniowego programu rozwoju osobistego pod tytułem: "Związki - Intymność, Seksualność, Duchowość", ona z kolei zaprosiła mnie do odwiedzenia jej ośrodka w Australii. Teraz Nemi przyjeżdża do Polski dwa razy w roku zwykle w lutym i lipcu. Podczas tygodniowych warsztatów pracuje z gotową do proponowanej przez nią głębokiej pracy transformacyjnej grupą. Bardzo zainteresował mnie proponowany przez jej ośrodek program szkoleniowy więc postanowiłam przyjąć zaproszenie Nemi i odwiedzić słynne "Breathconnection" przy okazji mojej wizyty na Gold Coast na początku 1997 roku. Nemi odebrała mnie od znajomych i po dwugodzinnej podróży samochodem dotarłyśmy na miejsce późnym wieczorem. Powitał nas nieomal ogłuszający śpiew cykad przeplatany żabimi pogaduszkami. Nemi od razu oprowadziła mnie po swoim królestwie oblanym światłem księżyca: "W tym budynku śpią uczestnicy treningów" . W skromnych cztero- i sześcio- osobowych pokojach. Łazienki na dole. "Oszczędzamy wodę - mówi Nemi. No i pamiętaj, że tu lubią wchodzić pająki". A trzeba wam wiedzieć, że w tej części Australii występują ogromne, czarne i najbardziej śmiertelne ze wszystkich pająki tzw. "Funnel web spiders" lubiące skakać na wybrane przez siebie ofiary. Na szczęście są duże - można je w porę dostrzec jak czyhają przy sedesie czy w rogu umywalki. "Gdyby ugryzł cię skorpion to zgłoś się do mnie. Mam tu takie narzędzie z medycyny ayurvedyjskiej - i pokazuje mi szklaną rurkę - można łatwo wyssać jad." Uśmiechamy się do siebie. Zasypiam w samotności pod moskitierą. Tuż przed wschodem słońca budzi mnie wrzask pawia, który ma sypialnię pod moim oknem. Wstaję więc i schodzę na dół, do specjalnie przygotowanego miejsca wśród pachnących eukaliptusów, gdzie codziennie o wschodzie i zachodzie słońca rezydencji ośrodka palą Agnihotrę. Kocham ten rytuał i kocham ogień. Zapadam w głęboką medytację. Zauważam, że komary australijskie też uwielbiają agnihotrę - w końcu dlaczego oczyszczenie ma być dostępne tylko ludziom? One też chcą. Bezczelnie wpychają mi się pod koc, którym jestem otulona... Udaję się na spacer po terenie "Breathconnection". Zaglądam do biura, potem do znajdującej się obok sali telewizyjno-rekreacyjnej. Cała ściana książek, albumów, laurek, dokumentacji szkoleniowej. Grzęznę tam na jakiś czas - z wypiekami na twarzy czytam, czytam, czytam. Obok klasycznej literatury ezoterycznej także nowości takie jak "Inteligencja emocjonalna" - bestseller 97 roku (już dostępny w Polsce). Wychodzę i dech mi zapiera widok skąpanego w słońcu buszu i pobliskiej góry otulonej jeszcze poranną mgłą zwanej przez niektórych "Sleeping woman" czyli śpiąca kobieta a przez innych "sleeping warrior" czyli śpiący wojownik. To będzie mój codzienny rytuał - kontemplacja. Idę dalej przez bio-dynamiczne naturalnie uprawiane ogrody, mijam domek w którym mieszka Nemi i dochodzę do sali seminaryjnej. Skromnie, czyściutko - w rogach sterty materaców do sesji i mat do jogi, poduszek do medytacji. Zaczynam ćwiczyć moje poranne rytuały tybetańskie - od czasu do czasu ktoś wchodzi, siada w medytacji albo ćwiczy. Milczymy. Tu chce się milczeć. Chce się być ze sobą, w środku. Żadne konwenanse nie obowiązują. Nemi stoi na głowie na środku przez jakiś czas, a potem zaprasza mnie dalej do kuchni i przedstawia mnie stałym mieszkańcom ośrodka czyli rezydentom. Są młodzi, uśmiechnięci, życzliwi. O Polsce niewiele wiedzą, bo niby skąd ale się interesują co u nas się dzieje w dziedzinie rozwoju osobistego. Chętnie opowiadam. Z nimi chce się być. Ra na przykład jest malutka, ma piękne piwne oczy. Ma czarny pas w Aikido, maluje, prowadzi warsztaty pod hasłem "Moon dreaming" (marzenia z księżycem) i mieszka ... na drzewie. Dosłownie. Sama wybudowała sobie ten domek tuż obok pięknego stawu z właśnie kwitnącymi różowymi lotosami. Pytam co z wężami i goanami (duże jaszczury australijskie). Wzrusza ramionami. "Jesteśmy jak sąsiedzi. Przyzwyczailiśmy się do siebie nawzajem.." No pewnie. Sama chętnie zostałabym jej sąsiadką. Ra pokazuje mi miejsce wybudowane do specjalnych ceremonii łaźni indiańskich czyli sweat lodge - w kręgu ułożonych zwyczajem aborygenów kamieni. Uczestnicy każdego treningu przechodzą "sweat" - silny proces oczyszczania na wielu poziomach, bo w łaźni naprawdę jest gorąco i można się porządnie spocić. Przeszłam go sama wiele razy - to wielkie przeżycie. Wracam do czynnego już biura i przeglądam program na cały rok. Wszystko takie ciekawe. Mogłabym tu spokojnie pomieszkać przez cały rok. Już za kilka dni uroczyste zakończenie programu jednorocznego. Cieszę się, że będę mogła brać w nim udział i wysłuchać prezentacji absolwentów. Okazały się być wstrząsająco uczciwe, prawdziwe, opowiedziane na bazie swoich doświadczeń życiowych. Płakałam ze wzruszenia słuchając tych młodych, a jakże świadomych ludzi opowiadających o swojej transformacji. Jest młody biznesman, który postanowił porzucić świat szybkiego pieniądza i pojechać w busz by odnaleźć siebie. To on nauczył się od szamanów aborygeńskich masażu dźwiękowego instrumentem zwanym didgeridoo (czytaj didżeridu), który był dla mnie niezapomnianym przeżyciem. Były narkoman opowiada, jak dzięki Rebirthingowi wyzwolił się od nałogu heroiny. Clair mówi o swojej dziwnej, oryginalnej rodzinie i jak funkcjonujące w niej wzorce na nią wpłynęły. Przytomnie, z humorem. Laluhna pisze wiersze o swojej wstrząsającej przeszłości. Chce się dzielić swoimi odkryciami w środowisku pracowników socjalnych. Wiem, że marzenia tych ludzi się spełnią. Przypomina mi się moje ulubione powiedzenie Modiglianiego: "Naszym jedynym obowiązkiem jest ocalić swoje marzenia". Myślę, że ludzie przyjeżdżają właśnie po to do Breathconnection - aby ocalić swoje marzenia. Program jest intensywny i bogaty. Cały rok praktycznie co tydzień coś nowego. Oto kilka przykładów: To był naprawdę niezapomniany tydzień, pełen mocnych wrażeń, łez, śmiechu i prawdy. Nemi stała mi się bardzo bliska. Spędzałyśmy wiele czasu nie tylko na rozmowach ale autentycznie wspierając się nawzajem w świadomym życiu i świadomych relacjach. Na krótko stałam się członkiem tej małej społeczności oddanej świadomemu życiu. Wyjeżdżałam z jednej strony zadowolona, że wracam już do cywilizacji a z drugiej smutna, że mój pobyt był tak krótki. Obiecałam sobie, że tam wrócę i to już niedługo tym razem jako uczestnik seminarium. Ciekawe którego? Z pozdrowieniami Ewa Foley PS. Jeżeli interesuje Was termin kolejnej wizyty Nemi Nath w Polsce - proszę przyślijcie zaadresowaną kopertę ze znaczkiem do ISI; 01-826 Warszawa.
|