
Witaj na mojej stronie! Ja w tym roku "jednynkowym" czyli nowych początków postanowiłam KULTYWOWAĆ ODWAGĘ i moje motto na rok 2008 to piękne powiedzenie Goethego: „Cokolwiek robisz lub o czymkolwiek marzysz…to się staje. W zuchwalstwie jest geniusz, moc i magia”. Pamiętaj, ze zycie daje kazdemu tyle, ile sam ma odwagę sobie wziąć. MEXICO obok! W grudniu 2006 my grupa szalonych globetroterów wrócilismy z cudownej magicznej podrozy do Ameryki Południowej - tym razem pojechalismy na 3 tygodnie do Meksyku, Belize i Gwatemali. Meksyk nie zrobil na nas specjalnego wrazenia mimo ze bylismy w niesamowitych miejscach i bylo duzo przezyc... ja najbardziej przezylam wizyte w domu Fridy .. stalam jak wmurowana obok lozkna na ktorym umarla... i na ktorym malowala ostatnie swoje obrazy. Wszyscy zakochalismy sie natomiast w Gwatemali i najpiekniejszym jeziorze na swiecie Atitlan.!!!Za kilka dni w GALERII ZDJĘĆ umieszczę zdjęcia z tej podrózy - narazie popatrz obok! Było nam fantastycznie i nawet udało się popływać z delfinami na Jukatanie - co widac na zdjeciu wyzej! Narazie moje podroze z grupami sa zawieszone do odwolania.
W marcu minęła trzecia rocznica tragicznej śmierci mojego jedynego syna Macieja. W ciagu ostatnich lat zrozumiałam wiele o zyciu, o śmierci, o stracie, o sile milosci; zaczelam o tym pisac nowa ksiazke. Wiem, ze Duchem Maciek jest ciągle z nami - opiekuje się tymi, którzy go znali i kochali, pomaga, doradza, prowadzi i chroni. Dziękuję, ze się ze mną tymi pięknymi i wzruszającymi opowieściami dzielicie. To pomaga. Pomagają słowa otuchy i wsparcia. Nie pomagają słowa uczące mnie jak inaczej, mądrzej, lepiej przechodzić ten proces... Nasza relacja nie zmieniła się tak bardzo - ciągle rozmawiamy, tylko ja musiałam nauczyć się jego nowego stylu komunikacji. Chyba mi się udało... bo dobrze nam idzie - na blogu przeczytaj jak uratował mi zycie ostatniej jesieni. Moj synek Maciejka byl na Ziemi 27 bogatych i kolorowych lat.... Dużo pisałam o nim w moich książkach i opowiadałam na moich seminariach, czasami odwiedzał mnie w trakcie zajeć. Gdy mial 21 lat postanowil pojść ze mna przez ogień - mamy piękne zdjęcie jak idziemy uśmiechnięci po rozzazonych węglach trzymając się za ręce. Często nazywałam Maciusia moim największym nauczycielem "przebranym" za syna... Gdy miał 18 lat dostałam od niego List od mojego syna, który zamieściłam w mojej pierwszej książce ZAKOCHAJ SIĘ W ŻYCIU. A potem przyszedł czas lekcji najtrudniejszej. Przyszedł nagle, niespodziewanie, bez uprzedzenia. Maciek urodził się tak jak chciał, szybko i intensywnie, żył tak jak chciał i odszedł tak jak chciał - szybko i intensywnie. W niedzielę ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO 2005 - w kilkanaście godzin po swojej śmierci - zaczął do mnie mówić; wyraźnie, jasno, klarownie, bezpośrednio i odważnie, tak jak zawsze: BĄDŹ SPOKOJNA MAMO. WSZYSTKO JEST W PORZĄDKU. ALL IS WELL. BĄDŹ SPOKOJNA MAMO. ZE MNĄ WSZYSTKO OK. W czasie mojej porannej medytacji podyktował mi list. Ten list jest do mnie i także do Ciebie... skoro to czytasz teraz. Przeczytaj go proszę powoli, z uwagą...
|